Dziki Bez, pradawna świadomość Powietrza

Dziki Bez, pradawna świadomość Powietrza

Dziki Bez, stary byt Powietrza, jedne z tych strażników, którzy od niepamiętnych czasów stoją na granicy pomiędzy światem widzialnym a tym, którego nie sposób dotknąć dłonią.

Jego korzenie nie tkwią wyłącznie w ziemi. Sięgają głęboko w warstwy pamięci świata, tam, gdzie rodzą się niewypowiedziane słowa, przeczucia i znaki. Kiedy wiatr porusza jego gałęziami, wtajemniczeni mówią, że nie jest to zwykły szelest liści, lecz rozmowa prowadzona w języku starszym od ludzkiej mowy.

Dziki Bez należy do żywiołu Powietrza – żywiołu myśli, oddechu i niewidzialnych prądów losu. Jego obecność przywraca równowagę tym, których dusza zagubiła własny rytm. Niczym łagodny podmuch rozprasza nagromadzony ciężar emocji, pozwalając sercu i umysłowi ponownie odnaleźć wspólną drogę. Dlatego od wieków uważano go za opiekuna wewnętrznej harmonii i uzdrowienia.

Lecz jego moc sięga dalej. Dzikiego Bzu emanuje niewidzialnym kręgiem ochrony. Nie jest to mur ani tarcza, lecz subtelna obecność, która osłabia wpływ nieprzychylnych energii i rozprasza to, co próbuje zakłócić naturalny porządek. Mówi się, że nie chroni jedynie tego, kto znajduje się w jego pobliżu, ale całe otoczenie, które objął swoją opieką.

Jest także strażnikiem czasu. Tam, gdzie zwraca swoje spojrzenie, wydarzenia zaczynają płynąć szybciej. To, co tkwiło w bezruchu, odzyskuje ruch. To, co czekało na odpowiedni moment, zaczyna dojrzewać ku spełnieniu. Jakby sam wiatr niósł sprawy ku ich przeznaczeniu.

W dawnych domach często stawiano w sypialni wonne mieszanki przygotowane z jego kwiatów. Wierzono, że nocą Dziki Bez rozpościera nad śpiącymi skrzydła utkane z ciszy. Dzięki temu sen stawał się głębszy, a niepokojące obrazy nie mogły przekroczyć progu świadomości. Koszmary błądziły wokół niczym zagubione cienie, nie znajdując drogi do tych, których objął swoją opieką.

Podobnie gałązka zawieszona nad drzwiami wejściowymi nie była jedynie znakiem. Stanowiła zaproszenie dla jego strażniczej obecności. Mówiono, że wszystko, co niesie złą wolę, traci moc po przekroczeniu takiego progu, jakby sam Bez badał intencje przychodzących.

Jeśli zaś wyrastał w ogrodzie, traktowano go z szacunkiem należnym dawnym opiekunom. Ludowe opowieści głosiły, że jego obecność chroni domostwo przed gniewem burz i przed tym wszystkim, co rodzi się z mroku ludzkich myśli. Wierzono, że stoi na straży miejsca, które wybrał dla siebie.

Nieprzypadkowo właśnie z jego drewna tworzono magiczne różdżki. Jednak ci, którzy znali stare prawa, wiedzieli, że nie wolno brać jego gałęzi bez zgody. Dziki Bez nie jest bowiem rzeczą ani własnością człowieka. Jest świadomym strażnikiem własnej mocy. Tylko temu, kto okazuje szacunek, pozwala zaczerpnąć odrobinę swojej siły.

Z tego samego powodu przestrzegano przed wykopywaniem lub karczowaniem Bzu. Nie dlatego, że mści się jak człowiek, lecz dlatego, że zerwanie więzi z opiekunem miejsca zakłóca równowagę, którą przez lata budował. Tam, gdzie zostaje usunięty bez potrzeby, pozostaje pustka trudna do wypełnienia.

Szczególnym znakiem było pojawienie się Dzikiego Bzu tam, gdzie nikt go nie sadził. Jeśli sam wybrał dane miejsce, uznawano to za przejaw jego woli. Taki Bez otaczano troską, ponieważ sądzono, że nie pojawia się przypadkiem. Wybiera domy i ludzi, których chce objąć swoją opieką. A ci, którzy przyjmą jego obecność z szacunkiem, mogą liczyć na przychylność losu, powodzenie i niewidzialną ochronę płynącą z jego starej, powietrznej natury.

Dlatego dla wtajemniczonych Dziki Bez nigdy nie był zwykłą rośliną. Był strażnikiem granic, opiekunem snów, przewodnikiem równowagi i cichym sprzymierzeńcem tych, którzy potrafią słuchać głosu wiatru. W jego gałęziach nadal mieszka bowiem pradawna świadomość Powietrza – niewidzialna, lecz obecna dla każdego, kto nauczy się patrzeć głębiej niż tylko oczami.

Fragment książki „Wiosna-Przebudzenie”, Alchemy8House