Jak knedle ze śliwkami, to tylko mojego taty.
Kiedy tylko pojawiają się pierwsze, dojrzałe węgierki, kupuję je w lokalnym warzywniaku i jadę do rodziców. Są takie potrawy, których nie chce się odtwarzać samemu, bo ich prawdziwy smak mieszka nie tylko w składnikach, ale również w czyichś rękach, w kuchni z dzieciństwa i w tym szczególnym poczuciu, że na chwilę znowu jest się u siebie.
W moim rodzinnym domu knedle ze śliwkami nigdy nie były tymi ciężkimi, ziemniaczanymi kulkami, które znamy z wielu przepisów. U nas śliwka jest najważniejsza. Dojrzała, soczysta węgierka zostaje zawinięta w cieniutkie, miękkie i elastyczne ciasto, a potem trafia na patelnię, gdzie czeka na nią prawdziwa kąpiel z masła i cukru. Masło topi się powoli, cukier zaczyna się rozpuszczać, a śliwki puszczają sok. Wszystko razem tworzy gęsty, słodki sos, który oblepia knedle i sprawia, że trudno poprzestać na jednej porcji.
Z okazji Mabonu pozwoliłam sobie jednak trochę zmienić rodzinną tradycję. Do masła i cukru dodałam świeży sok z pomarańczy oraz gwiazdkę anyżu. Pomarańcza wnosi odrobinę słońca do coraz krótszych jesiennych dni, a anyż dodaje ciepłej, korzennej nuty. I może właśnie dlatego tak dobrze pasuje do czasu jesiennych zbiorów.
Śliwa jest dla mnie drzewem, które uczy wybaczać.
Nie dlatego, że wybaczanie zawsze jest łatwe. Wręcz przeciwnie. Czasami jest jak śliwka, której skórka potrafi być cierpka, a dopiero pod nią kryje się miękki, słodki miąższ. Potrzeba chwili, żeby do niego dotrzeć.
Mabon i jesienne zrównanie dnia z nocą przypominają o czasie zbiorów – o zatrzymaniu się i spojrzeniu na to, co wyrosło z naszych działań. Zbieramy owoce pracy, ale zbieramy również doświadczenia. To dobry moment, żeby zobaczyć cały miniony czas nie tylko przez pryzmat tego, co udało się osiągnąć, lecz także tego, co pozostało niedokończone, nieidealne albo potoczyło się zupełnie inaczej, niż planowaliśmy.
Jesień nie wymaga od drzewa, żeby nadal kwitło. Nie pyta go, dlaczego nie wydało więcej owoców. Nie każe mu zatrzymać liści ani udowadniać swojej wartości kolejnym plonem. Kiedy przychodzi odpowiedni moment, drzewo po prostu zaczyna puszczać to, czego nie potrzebuje już zatrzymywać. Może właśnie tego możemy nauczyć się od śliwy.
Wybaczać innym – nie po to, żeby powiedzieć, że to, co się wydarzyło, było dobre albo że nic się nie stało. Wybaczyć to raczej zgoda na to, żeby pewne historie przestały zajmować miejsce w naszym wnętrzu.
I wybaczać sobie.
Za wszystkie plany, których nie udało się zrealizować. Za decyzje podjęte zbyt szybko albo zbyt późno. Za momenty, w których zabrakło nam siły, odwagi, konsekwencji czy wiary w siebie. Za to, że jesteśmy ludźmi, a nie doskonale zaplanowanym projektem.
Śliwa przypomina nam, aby nie na wszystko patrzeć surowym okiem. A obecność cukru i masła , że życie nie zawsze musi być lekcją do odrobienia. Nie wszystko trzeba analizować, naprawiać i wyciągać z tego wielkie wnioski. Czasami można po prostu pozwolić sobie na odrobinę słodyczy. Na przyjemność bez poczucia winy. Na ciepły talerz, masło spływające po knedlu, sok ze śliwek i pomarańczy oraz moment, w którym niczego nie trzeba już poprawiać.
Czas zbiorów nie jest przecież tylko czasem liczenia plonów. To także czas wdzięczności za to, co wyrosło.
Nawet jeśli nie wszystko.
SKŁADNIKI
450 g ziemniaków
450 g śliwek węgierek ok 30 sztuk
sól
150 g skrobi ziemniaczanej
50 g mąki pszennej
1 jajko
SOS
50 g masła
50 g cukru
1 gwiazdka anyż
ok. 60 ml soku z pomarańczy
WYKONANIE
Ziemniaki obieramy, kroimy na mniejsze kawałki i gotujemy do miękkości w osolonej wodzie. Następnie dokładnie je odcedzamy, jeszcze ciepłe ubijamy na gładkie puree i odstawiamy do całkowitego wystygnięcia.
WAŻNE: Ziemniaki powinny być dokładnie ubite na gładką, jednolitą masę. Dzięki temu w gotowym cieście nie będą pojawiały się nieprzyjemne grudki.
Zanim połączymy je z mąką, ziemniaki muszą całkowicie wystygnąć. Ciepłe ziemniaki mogą sprawić, że ciasto stanie się zbyt klejące i będzie wymagało dodania większej ilości mąki, przez co knedle mogą wyjść twarde i ciężkie.
Śliwki myjemy i dobrze wycieramy do sucha inaczej ciasto nie będzie się do nich przyklejać. W dużym garnku zagotowujemy osoloną wodę.
Ciasto przygotowujemy dopiero wtedy, gdy śliwki są już gotowe.
Do wystudzonych, dokładnie ubitych ziemniaków dodajemy skrobię ziemniaczaną, mąkę, jedno roztrzepane jajko oraz szczyptę soli. Całość wyrabiamy krótko, tylko do momentu, aż składniki dobrze się połączą i powstanie jednolite, miękkie ciasto.
Ciasto dzielimy na dwie części. Z każdej formujemy wałek o średnicy około 3 cm, a następnie kroimy go na plasterki o szerokości około 1,5 cm. Powinniśmy otrzymać około 30–33 krążków.
Każdy krążek delikatnie spłaszczamy, układamy na nim przygotowaną śliwkę i dokładnie zlepiamy ciasto wokół owocu, tak aby śliwka została całkowicie zamknięta w środku. Każdego knedla delikatnie „kulamy” w dłoniach, nadając mu równy, lekko owalny kształt. Gotowe knedle odkładamy na talerz lekko oprószony mąką.
Knedle ostrożnie wkładamy do wrzątku i delikatnie mieszamy, aby nie przywarły do dna. Gotujemy około 4 minut od momentu wypłynięcia knedli na powierzchnię.
W tym czasie przygotowujemy sos. Na głębokiej patelni rozpuszczamy masło z cukrem i gwiazdką anyżu. Kiedy masło zacznie przyjemnie bąblować, dodajemy świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy i chwilę podgrzewamy, aż składniki połączą się w pachnący, słodko-cytrusowy sos.
Ugotowane knedle wyławiamy łyżką cedzakową lub sitkiem i dokładnie odsączamy. Następnie przekładamy je prosto na patelnię z gorącym sosem i delikatnie obtaczamy, aby masło, cukier i pomarańcza pokryły każdy knedel. Knedle najlepiej smakują od razu, jeszcze gorące – prosto z patelni.

